Pierwsze dni w pracy
[Ogloszenia techniczne - 1. umozliwilem pisanie komentarzy osobom nie zalogowanym na bloggera. Dziekuje za dotychczas pozostawione opinie i czekam na kolejne. 2. Nie mialem przez jakis czas dostepu do netu i modyfikowalem offline poprzedniego posta. Poza kilkoma drobiazgami redakcyjnymi jest nowy akapit o taksowkach i z jedno zdanie o nazewnictwie ulic. Zmiany te sa wpisane kursywa, wiec mozecie je latwo odnalezc.]
Za mna dwa pierwsze dni w pracy i musze Wam powiedziec, ze jest naprawde duzo lepiej niz myslalem. Moim szefom udalo sie wykreowac duze oczekiwania, mam tylko nadzieje, ze beda w stanie je potem spelnic. Aha - jestem strasznie rozentuzjazmowany, dlatego ponizszy post moze Wam wydac sie dosc samochwalczy. Mam nadzieje, ze Wam to nie przeszkadza.
Moja firma nazywa sie Cameroon Audit Conseil i jest swoistym pogrobowcem Ernst & Young na Afryke Srodkowa. CAC bylo przedstawicielstwem EY przez ponad 20 lat, ale niecale dwa lata temu stracilo licencje. Dlaczego? Wedlug Wilfreda dlatego, ze nie sprostali kryteriom dotyczacym wypracowanego dochodu. Wedlug Jacquesa Ndjamby, wiceprezesa i bylego MCP AIESEC w Kamerunie, z powodu pietrzacych sie nieporozumien. Czyli pewnie z powodu pietrzacych sie nieporozumien o kryterium wypracowanego dochodu.
Firma zajmuje sie tym wszystkim, czym wczesniej zajmowal sie EY, czyli audytem finansowym, konsultingiem i doradztwem prawnym. Posiada biura w Douali [ok. 50 osob] i Brazzaville, stolicy Konga [tego spokojnego, nie w b. Zairze; ok. 10 osob], planuje otworzyc biuro w Czadzie, choc na razie problemem jest brak odpowiednio wykwalifikowanych osob na miejscu [dopiero ostatnio sytuacja w Czadzie zaczela sie stabilizowac]. Na tych 3 panstwach firma koncentruje niemal cala swoja dzialalnosc.
Jezeli chcecie dowiedziec sie wiecej, na www.bmajewski.com umiescilem ulotke o firmie, sa w niej linki do stron odpowiednich dla kazdego panstwa.
No, to pora na konkrety.
Po pierwsze - co bede robil?
Otoz odpowiedz jest najlepsza z mozliwych - wszystko! Wedlug zapewnien moich szefow, bede zarowno przydzielany do projektow audytowych, jak i konsultingowych oraz zwiazanych z zagadnieniami prawnymi, dzieki czemu zyskam naprawde szerokie doswiadczenie. Co wazne, ze wzgledu na niewielka liczbe konsultantow w czasie projektu kazdy ma wiele odpowiedzialnosci, wiec nie bedzie takich smutow, jakie czesto zdarzaja sie w polskich oddzialach Wielkiej Czworki, gdzie mozna uslyszec teksty w stylu "w tym roku nauczysz sie audytowac kase, a za rok srodki trwale".
Jesli chodzi o branze, to panowie i panie zlosliwcy, ktorzy wrozyliscie mi m.in. restrukturyzacje domow z bali, wiedzcie, ze na razie bede siedzial glownie w paliwie i telekomach. Jest to dla mnie wybor optymalny, bo te sektory rozwijaja sie bardzo dynamicznie w zasadzie wszedzie na swiecie.
Hitem dla mnie bylo gdy uslyszalem, ze prawdopodobnie pod koniec roku wezme udzial w projekcie / projektach w Brazzaville. Super - zwiedzanie regionu za darmo, ba, jeszcze beda mi za to placic. Kazda taka podroz ma trwac 2 - 3 tygodnie, wiec na pewno znajdzie sie troche czasu na spacerek po miescie. Juz sie nie moge doczekac! Poza tym pewnie bedzie troche jezdzenia po Kamerunie, zwlaszcza do Yaounde, czyli politycznej stolicy kraju.
Naprawde bardzo bym chcial, zebym wracajac do tego posta za 3 miesiace, czy juz po praktyce widzial wszystkie wyzej wypisane oczekiwania zrealizowane. Trzymajcie kciuki.
Po drugie - atmosfera w pracy
Wspolpracownicy sa bardzo pomocni i otwarci, usmiechaja sie i zagaduja do mnie. Na relacje wplywa tez inne rozmieszczenie ludzi niz w polskich firmach Wielkiej Czworki, gdzie ludzi sadza sie teamami, w sklad ktorych wchodza ludzie od szeregowego konsultanta do dyrektora albo i partnera. Tutaj jest za malo pracownikow by mogly istniec wyspecjalizowane, waskie grupy, wiec jest po prostu jedna duza sala dla junior staff, siedzi nas tam z 15 - 20 osob, niemal wszyscy od 21 do 25 lat. Senior staff siedza po 3-5 osob w pokojach, menedzerowie po 2-3 osoby, dyrektorzy i partnerzy maja samodzielne biura. W naszej salce atmosfera jest mega luzna teraz, bo nie ma duzo pracy (sezon trwa tutaj od pazdziernika do kwietnia, tak jak u nas). Dziewczyna siedzaca kolo mnie spedza sporo czasu szukajac tekstow piosenek, a potem spiewajac je sobie pod nosem, pozostali pisza maile, gadaja, smieja sie. Ja poki co nie biore w tym udzialu, bo nic nie kumam po francusku. Jak dostane kompa w poniedzialek, to pewnie bede sie po prostu uczyl jezyka w godzinach pracy.
Po trzecie - profity
Jest niezle, naprawde niezle. Moja pensja to 400 000 frankow srodkowoafrykanskich [po opodatkowaniu], do tego dochodzi 2 pokojowe, klimatyzowane mieszkanie w centrum, w chronionym apartamentowcu z basenem [troche malym, niestety] oplacane razem z rachunkami przez firme, sluzbowa komorka zasilana 10 000 XUF co miesiac, sluzbowy laptop. Firma pokrywa tez oczywiscie wszystkie procedury wizowe i formalne, poza tymi wstepnymi, ktorych musialem dokonac przylatujac.
Po czwarte - 3 lyzeczki dziegciu
Coz, jesli chodzi o godziny pracy, to CAC nie przeszlo jeszcze takiego procesu ucywilizowania jak Wielka Czworka w Polsce. I tu i tam w sezonie audytowym siedzi sie w robocie od 8 do polnocy, a czasem i dluzej, ale o ile w Polsce w lecie, gdy nie ma tyle pracy, mozna przychodzic do biura pozniej i wychodzic o wiele wczesniej, o tyle tutaj trzeba wysiedziec od 8 do 18:30 [z przerwa na lunch]. Ma to swoja dobra strone - gdybym siedzial w domu, to pewnie bym sobie bimbal, a jesli bede w robocie, to przynajmniej poucze sie francuskiego.
Druga sprawa - poziom angielskiego nie zachwyca. Ja tam zadnym rzeznikiem nie jestem, ale tutaj moze ze 4 osoby mowia na moim poziomie lub lepiej. I mam tutaj na mysli wszystkich, od konsultanta do prezesa [ktory tez z angielskim jest troche na bakier]. Dogadac sie mozna, ale konwersacje, przynajmniej poki co, zbyt swobodne nie sa. To tez ma swoja dobra strone - mam nad tubylcami przewage komparatywna, ktora pewnie bedzie wykorzystywana przy projektach zwiazanych z zagranicznymi korporacjami i firmami rozmieszczonymi w anglojezycznej czesci Kamerunu.
No i trzecia - niestety, bede musial opuscic moje lokum we wrzesniu, gdyz przyjezdza wtedy drugi praktykant, a raczej praktykantka, Niemka o imieniu Christine. I wlasnie ze wgledu na plec firma chce, by to ona mieszkala w miejscu, gdzie klepie tego posta. W takich chwilach jestem za pelnym rownouprawnieniem... AIESEC ma mi znalezc inne mieszkanie o rownie wysokim standardzie, zreszta firma odrzucila juz kilka propozycji jako nie odpowiadajacych ich wymaganiom, ale nie jestem do konca przekonany czy wyjdzie z tego cos dobrego dla mnie.
Coz, na razie to tyle. Trzymajcie za mnie kciuki dzis, bo przygotowuje Polish Night dla AIESECowcow i praktykantow. Bedzie prezentacja, muza tradycyjna i wspolczesna, Baginski, Przystanek Woodstock, Walibu, polskie zupki w proszku i slodycze. Salut!
Etykiety: praca

Komentarze (0):
Prześlij komentarz
<< Strona główna