Dwoje ludzi ktorych znam
Erika ma 21 lat. Prostytuuje sie od 1,5 roku. Do klubu, w ktorym rozmawiamy, przychodzi 3 razy w tygodniu - wystarczajaco czesto, by nie czuc za kazdym razem przymusu, by znalezc klienta. Pewnie dlatego w przeciwienstwie do wiekszosci nagabujacych mnie dziewczyn nie zraza sie, gdy zaraz na poczatku zasatrzegam, ze nie interesuje mnie platny seks. Do Douali przyjechala, gdyz - jak mowi - to miasto mozliwosci. Zaczela studiowac marketing, ale wkrotce koniecznosc oplacenia czesnego i koszty zycia w miescie zmusily ja do podjecia pracy w sklepie. Harowala od rana do 2 w nocy za 40 tysiecy miesiecznie, co ledwie wystarczalo na oplacenie mieszkania i skromne wyzywienie. Wtedy po raz pierwszy wyszla z klubu z nieznajomym... i jakos sie potoczylo. Poczatkowo nie chce powiedziec, ile bierze za noc z klientem, kluczy, mowi, ze bierze tyle, ile klient ma ochote zaplacic. Chyba wciaz ludzi sie, ze i ja skusze sie na jej uslugi, wiec po co z gory mialbym wiedziec zbyt wiele. W koncu zdradza, ze pracuje 3 do 5 nocy w miesiacu, co daje jej lacznie okolo 100 tysiecy frankow. To sporo jak na Douale, ale jej plynny angielski zapewne pozwala jej wybierac lepszych klientow.
Gdy mowie, ze jestem z Polski, wpada w stan radosnego podniecenia i uspokaja sie dopiero po dobrych dwoch minutach. Twierdzi, ze miala kilku klientow-Polakow, marynarzy ze statkow przybijajacych do Douali, bardzo mili i uprzejmi ludzie. Jednemu z nich przypadla do gustu na tyle, ze wynajal jej mieszkanie i oplacal je przez ponad pol roku. Do Kamerunu przyplywal srednio co dwa miesiace i wtedy sie widywali. Niestety, potem kontakt sie urwal, jednak widac, ze Erika wciaz wspomina ten okres z rozrzewnieniem. Przyjmuje jej historie z niedowierzaniem, ale gdy z wyrazna trudnoscia wymienia imiona takie jak Piotr i Tadeusz, przekonuje sie. Nawet to, ze Erika mowi o nich jako o dzentelemenach, pasuje do moich przekonan dotyczacych rodakow.
Pytam, czy zna jakies slowa po polsku.
"Kurwo". "Szmato". Wlasnie w takiej formie. W wolaczu. Czar pryska.
Daniel jest niewysokim, szpakowatym blondynem kolo trzydziestki. Mowi krotkimi, szybko wypowiadanymi zdaniami. O karierze w US Army marzyl od dziecinstwa. Przed nim w wojsku byli jego ojciec i wujek, ale tylko jako poborowi w Wietnamie, wiec nie ma mowy o silnych zolnierskich wplywach w rodzinie. Swoja decyzje motywuje raczej czyms na ksztalt niemal religijnego powolania, choc zastrzega, ze zdaje sobie sprawe jak patetycznie to brzmi. W przyszlym roku minie 10 lat od kiedy sie zaciagnal. Zartuje, ze w US Army takie rocznice obchodzi sie przyjemniej niz gdzie indziej, gdyz automatycznie lacza sie one z lepszym uposazeniem i bonusami emerytalnymi. Byl w Afganistanie w 2002 roku, pozniej dowodzil patrolami w Iraku. Zapytany, czy bycie pod ostrzalem zmienilo jego podejscie do zycia, waha sie przed udzieleniem odpowiedzi. W koncu przyznaje, ze dla wielu jego znajomych wojna byla koszmarem, ze nigdy nie zdecydowaliby sie na powrot. Z lekkim ociaganiem, jakby niepewny mojej reakcji, mowi, ze osobiscie wrocilby do Iraku bez zastanowienia.
To, ze spotkalismy sie w domu wicekonsula USA w Douali, jest zbiegiem okolicznosci. Organizuje tu wraz z Matthew, kanadyjskim CEEDerem, moja impreze urodzinowa, a Daniel przyszedl, bo nie bardzo ma sie gdzie podziac. Powinien byc w drodze do Wybrzeza Kosci Sloniowej z miedzyladowaniem w Nigerii, ale w ostatniej chwili okazalo sie, ze do przesiadki w najludniejszym afrykanskim kraju potrzebna mu jest wiza. Oczywiscie wymaganie to nie dotyczy wszystkich, obywatele wiekszosci panstw swiata moga w czasie lotow z przesiadka w Lagos czy Abudzy spedzic do 24 godzin na lotnisku bez wizy pod warunkiem, ze nie opuszcza terminalu. Wlasciwie, to przywilej ten obejmuje obywateli wszystkich panstw swiata. Wszystkich... oprocz USA.
Daniel opowiada jak wyglada sciezka kariery w wojsku dla osob, tak jak on, zainteresowanych stanowiskami na styku wojska, wywiadu i dyplomacji. O specjalizacji nie decyduje sie od razu, trzeba najpierw przez kilka lat zakosztowac standardowego zolnierskiego zycia. Potem przychodzi czas na decyzje - ktory region swiata? Pierwszym wyborem Daniela byla Afryka, drugim Europa, a konkretnie Polska. Daniel twierdzi, ze powodem wyboru naszego kraju bylo autentyczne zainteresowanie, zreszta pochodzi z Chcago, wiec z naszymi rodakami mial juz nie raz stycznosc. Osobiscie mysle, ze dodatkowym powodem byl fakt, ze osoba na stanowisku attache wojskowego w wiekszosci pozostalych panstw Starego Kontynentu musialaby sie liczyc z raczej chlodnym przyjeciem przez miejscowych.
No dobrze, ale dlaczego Afryka jako pierwszy wybor? Daniel mowi, ze to dlatego, ze nikt inny nie chce tu pracowac, dzieki czemu jego kariera ma szanse szybciej sie rozwinac. Wyjasnia, ze przykladowo w Kamerunie attache wojskowym jest major i jest to jedyny kraj w swiecie, gdzie te pozycje zajmuje osoba o tak niskiej szarzy. Aby objac podobne stanowisko w Polsce, trzeba by byc pulkownikiem, a major to mu moze co najwyzej kawe parzyc.
Po przydzieleniu regionu przychodzi czas na szkolenia i nauke jezykow. O ile w Europie lista jezykow do wyboru jest bardzo obszerna, o tyle w Afryce problemow z decyzja nie bedzie mial nikt. Francuski i tyle. Wymieniamy sie opiniami o jezyku Moliera i Balzaka. Zdaniem Daniela francuski to po prostu angielski na poziomie college'u, tylko wymowa jest troche pokrecona. Mam niejasne wrazenie, ze historycznie rzecz biorac to raczej angielski jest takim pidgin francuskim, ale nie czuje potrzeby podzielenia sie moim zdaniem.
Po szkoleniach czesc najprzyjemniejsza, czyli rok wakacji na wybranym kontynencie oplacanych ze srodkow US Army. Daniel jest wlasnie na tym etapie swojej kariery. Z tego co zrozumialem nie postawiono przed nim zadnych konkretnych celow, ma po prostu odwiedzic kraje regionu i dowiedziec sie jak najwiecej o ich kulturze, ustroju i sytuacji politycznej. Zadaniem Daniela przez kolejnych kilka lat bedzie po prostu duzo wiedziec, aby w razie potrzeby moc szybko wyrazic trafna opinie na temat biezacych wydarzen w regionie. Wiele zalezy od tego, na ile efektywnie wykorzysta ten okres, wiec nie dziwi mnie jego irytacja obecnym problemem.
Co potem? Prawdopodobnie zacznie prace przy sztabie US Army na Afryke, ktory - co ciekawe - od kiedy zostal utworzony rezyduje w Europie. Obecnie trwaja przygotowania do przeniesienia go na Czarny Lad, problemem jest jednak wybor miejsca. Gospodarzem powinien byc kraj o w miare ustabilizowanej sytuacji politycznej, najlepiej anglojezyczny. Rzecz w tym, ze jesli juz jakis kraj spelnia te warunki, to prawdopodobnie jest lokalnym mocarstwem, ktore wcale nie pali sie do goszczenia sztabu obcego panstwa. Tak jest na przyklad w przypadku Nigerii i RPA. Tanzania i Kenia po zamachach bombowych na ambasady USA w drugiej polowie lat 90. nie ciesza sie wystarczajaco duzym zaufaniem Amerykanow. Jakby tego bylo malo, do konca dekady ma zakonczyc sie proces tworzenia panstwa zwiazkowego zlozonego z tych dwoch krajow oraz Rwandy, Ugandy i Burundi, co uczyni taka wschodnioafrykanska federacje kolejnym lokalnym mocarstwem z podobnymi implikacjami jak w przypadku dwoch poprzednich kandydatow. Prawdopodobnie wybor padnie wiec na Etiopie.
Powoli zbierajacy sie goscie zmuszaja mnie do podjecia roli gospodarza, wiec konczymy niestety nasza konwersacje. Daniel wkrotce znika mi z oczu, mysle, ze taka studencka impreza nie do konca jest mu w smak...
Etykiety: Ludzie

Komentarze (1):
swietny post! cokolwiek sie dzieje, zawsze najciekawsze sa spotkania i rozmowy z ludzmi, czego dowodem jest wlasnie twoja opowiesc. Ja tez robie notatki z takich spotkan: skwapliwie i niemal codziennie:)uwielbiam gadac z ludzmi na ulicy, choc tak naprawde dopiero sie tego ucze... mam nadzieje, ze ty nie masz z tym problemow i opiszesz jeszcze co nieco o mieszkancach Kamerunu:)
Prześlij komentarz
<< Strona główna