Sunday, August 20, 2006

Dzieje @Kirgistan #1

Nie chce na razie opisywac tego, co dzialo sie przed moim przyjazdem, bo nie mam dosc informacji. Wyglada jednak na to, ze dzialo sie sporo - ludzie przychodzili, odchodzili, w zasadzie tylko Elina jest zaangazowana od samego poczatku. Jak zbiore wiecej info, to napisze prequel do tego posta.

Gdy dowiedzialem sie, ze zostalem wybrany na CEEDera w Kirgistanie, pierwsza rzecza jaka zrobilem bylo napisanie maila do Eliny. Potem jakis chat, kolejne maile, a przede mna zaczela roztaczac sie wizja AIESEC nieco innego niz ten, ktory mozna bylo znalezc w aplikacji na CEEDera. Zamiast 9 osobowego MC i MC Support + 8 newcomersow okazalo sie, ze AIESECowcow jest... troje. Elina - MCP, Siergiej - MCVP PD [o dzien starszy ode mnie ;)], Irina - MCVP X. I tyle.

No, ale z polskiej strony zamiast 3 CEEDerow ostatecznie mialem przyjechac tylko ja - gosc niespecjalnie pasujacy do opisu zadnej z funkcji, na ktore rozpisane byly aplikacje. Mozna wiec powiedziec ze bylismy od poczatku kwita :)

W czasie chatow zastanawialismy sie, jak przyciagnac jak najszybciej dobrych ludzi do AIESEC. W pewnym momencie padl pomysl zorganizowania konferencji o zarzadzaniu projektem, w czasie ktorej delegaci planowaliby swoje projekty, po czym mogli je realizowac w AIESEC. Seminarium mialoby byc pierwsza prawdziwa rekrutacja tutaj. Druga mialaby sie odbyc juz po rozpoczeciu roku akademickiego i przebiegac pod dyktando potrzeb projektow. Elina obiecala zajac sie promocja i logistyka, a ja pelen ostroznego optymizmu ruszylem do Moskwy facilitowac na LDSie.

Niestety, moja praca z Elina i Siergiejem nad merytoryka nie przebiegala w tym czasie zbyt sprawnie. Przez moje gapiostwo zamiast 7.VIII przylecialem do Biszkeku 9.VIII, a nasza komunikacja w czasie mojego pobytu w Moskwie byla bardzo utrudniona przez powazne klopoty z netem w rosyjskim MC. Efekt byl taki, ze przez caly czas trwania samej minikonferencji musielismy siedziec wieczorami i nocami nad sesjami.

Tym niemniej samo szkolenie nalezy uznac za spory sukces. Elina i Siergiej wypromowali Projects that change [bo taka nazwe nosila nasza mala konferencja] wsrod studentow zapisanych na listy roznych organizacji, co zaowocowalo 18 bardzo fajnymi, rozgarnietymi i w znacznej mierze doswiadczonymi delegatami. Jak na srodek wakacji i platne szkolenie organizowane przez nikomu szerzej nie znana organizacje - wynik znakomity. Nieco gorzej z miejscem - Elina i Siergiej znalezli co prawda fajna sale wyposazona w rzutnik, ale jestesmy przez wlascicieli bardzo ograniczeni czasowo... 4 dni od 9:00 do 13:30... Malo, malo czasu. No ale co zrobic, trzeba dzialac :)

Na poczatku - planowanie. Kim sa nasi delegaci. Co juz umieja. Czego od nich oczekujemy po szkoleniu - umiejetnosci, zaangazowanie w AIESEC... Naszym celem jest 8 osob na trwale zwiazanych z @KG. Osobiscie uwazam to za cel bardzo ambitny, bo jeszcze tydzien wczesniej bylbym zadowolony, gdyby 8 osob w ogole zglosilo sie na PTC. Rzezbimy w agendzie na prawo i lewo. Kolo 1. rozstajemy sie i kazdy cos rzezbi u siebie w domu. Mnie sen morzy kolo 3. - nie odespany LDS daje sie we znaki.

Pierwszy dzien, grupa nie znajaca AIESEC i malo czasu wymuszaja na nas mocno prezentacyjny tryb prowadzenia sesji. Pokazujemy filmik z IC 2004 [jest w nim jakas magia - jeszcze nie widzialem, zeby sie dobrze odtwarzal kiedy komputer jest podlaczony do projektora], prezentacje o opportunities w AIESEC. Omawiamy idee PBoXow i prezentujemy przyklady z Synergy i The Next Step z KLUW na czele. Dzielimy uczestnikow na czesc Inglysz spiking i nie za bardzo Inglysz spiking i w takich grupach rozmawiamy o tym, co im sie podobalo, co nie za bardzo, czy chca sie zaangazowac w AIESEC. Odzew jest bardzo pozytywny, znacznie lepszy niz oczekiwalismy dzien wczesniej.

Dzien spedzamy w miescie zalatwiajac rozne formalnosci zwiazane z moim pobytem. Poznym popoludniem znow praca nad sesjami. W zasadzie na goraco tworzymy zasady podzialu ludzi w projekty tak, zeby jak najwiecej z nich mialo poczucie ze pracuja nad czyms wlasnym.

Drugi dzien - rano dyskutujemy nad issues, ktore delegaci dostrzegaja w swoim otoczeniu. Ostatecznie w sposob bardzo naturalny dziela sie w 4 grupy zwiazane z tematami: Turystyka, Rozwoj spoleczenstwa, Edukacja, Biznes. I tyle jesli chodzi o naturalnosc, bo w ciagu reszty dnia nasi Kirgisi przeplywaja z grupy do grupy w sposob trudny do ogarniecia. Mialy byc 4 grupy po 3 - 5 osob, ostatecznie mamy 5 grup po 2 - 5 osob. Moze zabraklo troche zdecydowania z naszej strony, z drugiej strony nie mamy absolutnie zadnego instrumentu nacisku. Jesli komus nie bedzie podobala sie jego grupa, to po prostu nie bedzie bral udzialu w realizacji projektu, a dla nas zasoby ludzkie sa teraz na wage zlota.

Team buildingowa sesja z prezentowania swojego issue innym grupom bez uzycia slow pokazuje pazur w delegatach - ich pomysly sa swietne!

Przez reszte dnia prowadzimy sesje i zmagamy sie z brakiem czasu. Ludzie nie wyrabiaja sie z wypracowywaniem rozwiazan dla swoich projektow w krociutkich przedzialach czasowych, ktore mozemy im zapewnic. Jakas sesja sie skipuje. Gdy wpol do drugiej konczymy, jestesmy wyczerpani i niezadowoleni - dopiero w niedziele zrozumiemy, ze to byla faza Storming grupy naszych delegatow. Ale znow w miasto, dopelnic formalnosci, a po poludniu znowu rzezbienie agendy i sesji na dzien kolejny. Zasypiamy z Siergiejem na dywanie u niego w mieszkaniu w czasie gdy Elina wyszla na chwile zadzwonic.

Dzien trzeci i znow zaskoczenie dla nas - po pozytywnym zaskoczeniu 1. dnia i negatywnym 2. znow czas na wzrost. Wyglada na to, ze wkroczylismy w faze Norming. Kilka osob ktore mialy klopoty z porozumieniem sie z reszta swoich grup nie przyszlo. Z jednej strony szkoda, z drugiej - delegaci radza sobie znacznie lepiej, wiec przeszlismy nad nizsza frekwencja do porzadku dziennego. Szkolenia, dopracowywanie projektow. Jestem troche zaniepokojony, bo przez mala ilosc czasu mam wrazenie, ze projekty sa niedoplanowane. Z drugiej strony rozmawiam z delegatami przy kazdej mozliwej okazji - przerwy na lunch, cwiczenia i bardzo mnie to podnosi na duchu. Wyglada na to, ze jest wsrod kilka naprawde rozgarnietych osob, ze spora siecia kontaktow i wieloma pomyslami. I, co bardzo, bardzo wazne, z zaangazowaniem w oczach.

Po szkoleniu mamy spotkanie z kobieta, ktora pracuje dla stowarzyszenia uczelni Kirgistanu, Kazachstanu i Uzbekistanu. Chce, bym jej pomogl w rozpromowaniu partnerstwa miedzy jej stowarzyszeniem a uczelniami w Polsce. Pomysl jest rewelacyjny - wyobrazacie sobie usmiechy na twarzach dziekanow Waszych uczelni, gdy powiecie im, ze moga pojechac do Kirgi? Zwlaszcza, ze przedsiebiorcy tutaj sa gotowi zaplacic ponoc niezle pieniadze za Master Classes z ludzmi z Europy Srodkowej i Wschodniej. Jesli ktos jest zainteresowany - chetnie przekaze kontakty.

Wieczorem siedzimy u mamy Eliny w biurze i planujemy - dzieki ciezkiej pracy przez poprzednie 2 wieczory nie musimy tak duzo siedziec nad dniem nr 4, wiec koncentrujemy sie na tym, co nastapi po nim. Zmozdzamy nad struktura AIESEC KG na najblizsze 1,5 miesiaca [do rekrutacji]. Dochodzimy do strukutry projektowo - taskforce'owej. Z jednej strony ludzie beda spotykac sie w grupach projektowych, by planowac projekty do konca, budowac zespoly. Z drugiej - w tzw. komisjach beda pracowac nad rozwojem poszczegolnych 'dzialek': IS, PD i prawo, PR, ER oraz X. Liczymy na to, ze dzieki takiej strukturze:

1. Beda mieli dosc pracy - nic tak chyba nie demotywuje jak wrazenie, ze nic sie nie dzieje.
2. Osiagniemy konkretne efekty w kazdej 'komisji'. To bardzo wazne, zwlaszcza, gdy wezmie sie pod uwage, ze Elina i Siergiej jada na IC i w zasadzie zostaje tu sam, co przy moim bardzo 'plochym' rosyjskim nie rokuje zbyt dobrze stojacym przede mna zadaniom operacyjnym.
3. Chcemy, by ludzie poczuli sie czescia calosci - plan zaangazowania co najmniej 3 osob w kazdy projekt sie nam rozjechal, a nie chcielismy, by ludzie znali tylko swoja 'druga polowe' z projektu.
4. Mamy nadzieje, ze z kazdej komisji znajdzie sie choc jedna osoba, ktora zostanie po styczniowych wyborach w charakterze MCVP w swojej dzialce.
5. Czlowiek uczy sie najszybciej, gdy ma przed soba tworcze zadanie... A oni tworza wszystko od zera :)

Przypomina mi sie struktura mojego OC DK... Tam pomysl sprawdzil sie, rzeklbym, poprawnie. Podobnie struktura macierzowa w LC UW. Tutaj mamy ludzi niezbyt kompetentnych w sprawach AIESECowych i dajemy im bardzo ambitne zadania. Rzecz jasna nie jest to zbyt madre - moja ulubiona sesja z Leadera sie klania. Nic to, nie wymyslimy nic lepszego w jeden wieczor.

Dzien czwarty, chyba najwazniejszy. I znowu zjazd - jest niedziela, ludzie sa w bardzo, bardzo weekendowych nastrojach, nam tez zmeczenie daje sie we znaki. Na dodatek sesje ida srednio - budzetowanie by Elina nie zostalo przez ludzi zrozumiane, Aza [turecki CEEDer w Almaty] po 2 godzinach snu nie bardzo wie dokad zmierza ze swoja sesja o motywacji. Moja sesja o motywacji z braku czasu sie skipuje. Na szczescie Elina przygotowala bardzo fajna, dzialajaca na emocje prezentacje, potem kilka motywujacych slow. PPTka z nasza wczoraj obymslona struktura i na tablicy rozrysowujemy tabelke, gdzie ludzie wpisuja chairow komisji, OCPow projektow, daty najblizszych spotkan... Gdy wszystko jest juz gotowe zegnamy sie z uczestnikami i w slimaczym tempie sprzatamy sale.

Potem pakujemy sie do samochodu i jedziemy w 5 osob [Elina, Irina, Siergiej, Aza i ja] nad Issyk Kul. Wieczorem mamy Team Evening - drinking gamesy na molo, plywanie w cieplym jeziorze, pod rozgwiezdzonym niebem, ktore raz po raz przecina spadajaca gwiazda... Aza mowi, ze dwa dni wczesniej byl deszcz meteorow, stad wciaz duza aktywnosc meteorow.

Rano sniadanie i dawaj do planowania. Niestety, po chwili pada mi laptop i to w sposob wyjatkowo paskudny - nie odpowiada w zaden sposob na przycisk power. Przez moja glowe przechodzi kilka scenariuszy, od najlagodniejszego, ze cos padlo z zasilaniem, do najbardziej hardcore'owego ze skokiem napiecia, ktory zjaral plyte glowna i polowe podzespolow, w tym dysk twardy. Humor mi ostro siada.

Planujemy jak naszym zdaniem powinien wygladac AIESEC za 3 lata. Strategiczna decyzja: ile LCs, czy LC razem z MC, jaka struktura... pomysly sa rozne - od szalenie ambitnego planu stworzenia MC i 4 LCs w 3 miastach, do skromnego, acz realistycznego planu LC-MC w Biszkeku. Ostatecznie ta ostatnia opcja przechodzi. Niestety, brak wskaznikow z BSC sprawia, ze nasze planowanie jest bardzo rozpieprzone, na dodatek moj nastroj jakos nie chce sie poprawic.

Od wtorku mamy spotkania projektow i komisji. Niestety, sporo naszych swiezyn pracuje, wiec mozemy spotykac sie glownie wieczorami. Poniewaz jednak naszych cial jest 9 - 4 projekty i 5 komisji, nie mozemy przeprowadzic dlugich spotkan z kazdym z nich. Jest to problem, ktory bedziemy musieli rozwiazac jak najszybciej, jesli praca ma byc efektywna. Poczatkowe spotkania sa troche rozwalone, ale w czwartek rano bierzemy sie w garsc i spotkanie z komisja PR wypada co najmniej dobrze. Sporo jest jeszcze do przemyslenia, by spotkania byly naprawde efektywne, ale wyglada na to, ze ludzie swietnie sie czuja w swoim towarzystwie. Zdarza sie, ze konczymy o 21:30, a oni dalej stoja i rozmawiaja, jak tam w pracy, jak tam w organizacji. Organizuja tez sobie spotkania samodzielnie, w ciagu dnia, rozmawiaja o swoich projektach.

Bardzo mnie to podnosi na duchu... Zwlaszcza, ze okazalo sie, ze tym razem mialem sporo szczescia i laptop byl uszkodzony w najlagodniejszy z przewidzianych przeze mnie sposobow, wiec od czwartkowego poranka jestem znow wsrod zywych :)

Jeszcze we wtorek mamy spotkanie w American University in Central Asia w sprawie takiego swoistego lokalnego AIESEC Weeka. Spotkanie okazuje sie bardzo, bardzo plodne, kobitka pokazuje nam wiele rzeczy, nad ktorymi jeszcze musimy posiedziec. Poza tym zostaje mi wyrobiona karta wolontariusza Alumni Office na AUCA, co wg Eliny mialo zapewnic mi dostep do laboratorium komputerowego. Coz, nici z tego, ale przynajmniej moge zjesc obiad w kantynie - dosc droga, za to jedzenie smaczne.

W czwartek w nocy odprowadzam Eline i Siergieja na lotnisko - jada na IC. Troche im zazdroszcze, nie powiem.

W piatek okazuje sie, ze w Kirgistanie przez weekend bedzie Asiel - Alumni z Kijowa pracujaca na codzien w Almaty, ale z pochodzenia Kirgiska i jednoosobowe BoA @KG. Umawiamy sie na sobote wieczor na rozmowe przy piwie, w czasie ktorej mam okazje podzielic sie moimi watpliwosciami, wysluchac jej opinii. Bardzo sympatyczna osoba.

A w niedziele wybieramy sie na piknik... Tak, tak mili Panstwo, Bartosz Majewski zorganizowal piknik. Swiat sie konczy :) Co wiecej, swietnie sie na nim bawilismy - przyszlo 7 swiezych osob, byla Asiel, tanczylismy AIESEC Dance'y [bardzo sie ludziom spodobaly], gralismy w drinking gamesy przy piwie [Mink Mank Monk to absolutny hit ;)], porownywalismy polska i kirgiska wersje Mafii, mielismy Learning Circle nt. dlaczego dziewczyny chodza do toalety parami... 6 godzin zlecialo blyskawicznie :)

Od jutra nowy tydzien... Kolejny wazny tydzien...

Kolejny dobry tydzien!

1 Comments:

At 4:44 PM, Anonymous krzysiek said...

Jestem dumny z Ciebie i tego co robisz, good job :) Pisales o pieniadzach.. wiesz ze za miesiac akademika w Danii bede placil ok 1000PLN? To nie sa rozne kraje, to sa rozne planety... ale mojemu sercu blizszy dziki wschod :) trzym sie i pisz!

 

Post a Comment

<< Home