KG spoleczno - ekonomicznie #1
KG spoleczno - ekonomicznie #1
Kirgistan nie jest krajem jednolitym kulturowo. Nigdy tez chyba taki nie byl - w czasach przedhistorycznych skladal sie z kilkudziesieciu luzno zwiazanych szczepow, ktore nie mialy stalych osad [dzis sa symbolizowane przez promienie slonca na fladze]. Obecnie piszac o braku spojnosci mam na mysli raczej silny podzial spoleczenstwa na czesc rosyjska i rdzennie kirgiska. Malzenstwa mieszane naleza do rzadkosci. Nie oznacza to jednak, ze ktoras z warstw jest uprzywilejowana - wyglada na to, ze pochodzenie z jednej z grup ani nie ulatwia ani nie utrudnia zdobycia wyksztalcenia lub dobrego zawodu pozniej. Zreszta sam prezydent jest rdzennym Kirgisem, a jego zona to z pochodzenia Rosjanka.
Kiedy przed przyjazdem przeczytalem, ze wiekszosc kraju stanowia muzulmanie, w moim umysle wykreowal sie obraz kobiet o zaslonietych czadorami twarzach, mezczyzn w brodach i dlugich szatach. Nic bardziej mylnego - moze to kwestia 80 lat komunizmu i zwiazanego z tym przeplywu ludzi i [braku] kultury, moze po prostu Kirgistan od zawsze byl tyglem kultur na tyle roznorodnych, by odpilowywac ekstremizmy z kazdej z nich. Ludzie tutaj ubieraja sie po europejsku, tylko sporadycznie mozna spotkac ludzi w tradycyjnych kirgiskich czapkach. Dziewczyny ubieraja sie mniej wiecej tak jak Polki... No, moze troche mniej wyzywajaco, co mi zreszta nie przeszkadza, bo dziewczeta w naszej ojczyznie nie zawsze poprawnie dopasowuja poziom 'rozebrania' do warunkow... i to nie tylko atmosferycznych.
Uzywane tutaj jezyki to rosyjski, ktorym posluguja sie prawie wszyscy obywatele kraju, jest to jezyk wykladowy na uczelniach i podstawowy w urzedach oraz kirgiski, z grupy jezykow tureckich, uzywany tylko przez rdzennych Kirgisow w ich codziennym zyciu.
Kirgistan jest krajem bardzo biednym i to niestety widac juz na pierwszy rzut oka. Chodniki, o ile sa, sa poniszczone. Domki w centrum miasta - przynajmniej wedlug mojej mapy - czesto przypominaja nasze wiejskie chaty, i to takie z okresu tuz przed lub tuz po wojnie. Pensja minimalna to okolo 100 somow miesiecznie, czyli ok. 8 zl [sic!]. Taki na przyklad nauczyciel akademicki dostaje od panstwa mniej wiecej 1000 somow miesiecznie. Nic wiec dziwnego, ze ludzie radza sobie na rozne inne sposoby.
Przyklad? Ostatnio mialem watpliwa przyjemnosc spotkac z Aza [tureckim CEEDerem w Almaty, ktory przyjechal w gosci] dwoch policjantow, bardzo milych i mlodych. Co ciekawe, wygladali tez na niezle spietych. Moj paszport zostal przejrzany w te i we wte ladnych kilkanascie razy, Polska okazala sie krajem bardzo 'haraszo', a po kontroli Panowie zaoferowali nam wspolne wypicie coli. Odparlismy na to, ze nie jestesmy przesadnie zainteresowani i szybkim krokiem ruszylismy w kierunku schodow wychodzacych z podziemnego przejscia, w ktorym sie znajdowalismy. Panowie gwizdneli, zatrzymalismy sie wiec grzecznie i poczekalismy, az policjanci nieco jasniej wytluszcza o co im z ta cola chodzi. 100 somow. Udajemy ze nie rozumiemy o co chodzi, az pewnym momencie ma twarz sie rozjasnia i i glosem pelnym zrozumienia pytam, czy chca 10 somow. Oni 50. Ja ze 10 moge dac. No i stanelo na 20.
Aza mowi, ze mielismy sporo szczescia, bo funkcjonariusze chyba po raz pierwszy probowali wyludzic pieniadze. Kilka tygodni wczesniej spotkal w Almaty takich juz bardziej wyrobionych. Na dodatek Amerykanin, z ktorym wowczas spacerowal, nie mial paszportu. Koszt: 50 dolarow.
Moze zabrzmi to cynicznie, ale poziom rozwoju tego panstwa ma tez dla mnie dobre strony, m.in. niskie koszty zycia. Hamburgera na ulicy mozna kupic za 20 somow [1,60 zl], nic zatem dziwnego, ze Kirgistan przelamal jeden z moich podstawowych mindsetow zwiazanych z cywilizacja ludzka...
Nie wszedzie istnieje McDonalds. Ani KFC.
Mindset o fastfoodach nie byl jedynym, jakiego juz teraz udalo mi sie pozbyc. Drugi jest byc moze jeszcze glebiej zakorzeniony w umysle kazdego AIESECowca, kto choc raz widzial BoP lub byl na DK.
Nie wszedzie istnieje PwC. Ani KPMG.
'To oni chca tam zalozyc AIESEC?' - pewnie przyszlo Wam do glowy. Spoko - na szczescie Deloitte i Ernsci sa niezawodni :)
Nie tak znowu dawno mialem okazje przekonac sie, ze w Moskwie pierwszenstwo na przejsciu bynajmniej nie nalezy sie pieszemu, ale dopiero Kirgistan pokazal mi, co to znaczy instytucjonalne olewanie przechodniow. Otoz, mili Panstwo, w Biszkeku nie ma... pasow. Ani swiatel dla pieszych. Tzn poki co widzialem swiatla dla pieszych na jednym skrzyzowaniu, a przedefilowalem chyba cale centrum miasta. Na szczescie kierowcy odznaczaja sie wysoka jak na takie warunki kultura osobista i zatrzymuja sie w takiej odleglosci od skrzyzowania, by piesi mogli przejsc.
Jak juz jestesmy przy transporcie, to kolejna niespodzianka - w Biszkeku nie ma komunikacji miejskiej. No dobra, jest troche trolejbusow, ale Elina [MCP KG, dla przypomnienia] mowi, ze psuja sie na tyle czesto, ze nie warto wsiadac. Wszedzie wiec dostajemy sie za pomoca 'marszrutek' - malych prywatnych busikow, ktore kursuja na liniach, mimo ze nikt ich chyba nie koordynuje. Wspanialy przyklad samoorganizacji ludzi i tego, jak prywatny sektor potrafi poradzic sobie z potrzebami spoleczenstwa bez posrednictwa panstwa. Szybko to to sunie, taniutkie jest [5 somow - 40 groszy - platnych przy wejsciu i mozna jechac do oporu], komfortu moze nie za duzo [zwlaszcza wieczorem, gdy ludzie tlocza sie na malej powierzchni, a sufit okazuje sie byc zdecydowanie za nisko], ale latwo mozna dotrzec tam, gdzie sie chce. No i zatrzymuje sie tam, gdzie chcesz.
Tyle jesli chodzi o zycie osoby nie zmotoryzowanej w Biszkeku. Z moich obserwacji wynika, ze poruszanie sie swoim pojazdem moze czlowieka kosztowac o wiele wiecej nerwow. Ruch odbywa sie tutaj niby wedlug swiatel, ale kierowcy maja troche tej wschodniej swady, ktora mozna podziwiac na filmikach z Indii. Poza tym policja tutaj nie lapie kierowcow kiedy lamia oni przepis, tylko kiedy potrzebuja kasy [tak twierdzi Irina, tutejsza MCVP X, ktorej brat byl policjantem]. Zreszta bosh, gdyby tu sie jakis rzetelny policjant ustawil w dowolnym punkcie miasta na 30 minut to moglby potem nie pracowac pol roku. Nie chodzi bynajmniej o predkosc, lecz o brak swiatel. Powaznie, masa ludzi jezdzi tutaj po zmroku bez swiatel. Niektorzy w ogole sie z tym nie kryja i maja swiatla zasloniete kartonami [w czasie podrozy po drogach w gorach bardzo latwo o zbicie lampy. Tylko po co komu lampy, jesli chowa je za kartonem?].
Dobra, starczy jak na jeden raz. Do nastepnego postu!
3 Comments:
woow :) chyba normalnie Cie odwiedze.. Ciesze sie ze reaktywowales bloga.. fajnie chociaz na pare chwil dziennie znalezc sie myslami w Kirgistanie :)
This post has been removed by a blog administrator.
LOL!! Na cole... :D
Polscy policjanci jeszcze się tego nie nauczyli :D W tej jednej dziedzinie jeszcze jesteśmy w tyle ;)
No! To zakładamy na zasadzie franchisingu siec McDonalds w Kiristanie! Albo niet! Wlasna siec z wyrobami MC-podobnymi McManio i bedziemy do konca zycia zyc jak hrabiostwo ;)
A tak powaznie. Trzymaj sie stary i... nie daj sie zabic ;)
Pozdrawiam!
Post a Comment
<< Home