Life in Bishkek #1
Poniewaz sa wsrod Was, drodzy czytelnicy, osoby zwiazane emocjonalnie ze mna [pozdrawiam rodzicow i siostre], postanowilem podzielic sie tym, jak wyglada moje zycie tutaj, dzieki czemu bedziecie mieli takze okazje rzucic okiem na codzienne zycie zwyklych ludzi w Kirgistanie.
Moj plan dnia jest podporzadkowany tutejszym AIESECowcom, co przewaznie oznacza, ze jestem zajety rano, mniej wiecej do 13, i wieczorem, miedzy 18 a 21 - 22. Siedze wtedy w biurze i rozmawiamy, a to o kampanii rekrutacyjnej, a to o projektach, czasem pojdziemy do kafejki z osobami z wymiany lub IS... W tzw miedzyczas staram sie wrzucac spotkania z osobami z @ zwiazanymi, obskoczyc miejsca z darmowym netem, przy okazji jak najwiecej szwedajac sie po miescie. Jest to bowiem, moi mili, bardzo przyjemne doswiadczenie.
Biszkek jest miastem przypominajacym moj rodzinny Szczecin - bez skupionego, pulsujacego centrum, bardzo, bardzo zielonym. Dodajcie do tego takze klimat Kirgistanu, ktory o tej porze roku jest dla istot cieplolubnych po prostu wymarzony. Dosc powiedziec, ze jestem w Kirgistanie juz 3 tygodnie, ani razu nie padalo, temperatura waha sie miedzy 25 a 35 stopniami za dnia, a przy tym powietrze jest suche, wiec nie odczuwa sie nieprzyjemnego zaru lecz calkiem blogie ciepelko... Coz, otrzymacie idealne miejsce na wypoczynek :)
Zwlaszcza, ze w czasie spaceru nie trzeba sie spieszyc, zeby zjesc obiad w domu. Ot, w miescie mozna kupic gamburgery [rosyjska pisownia] za 20 somow [1 som - 0,08 zl], samsy [kawalki miesa lub drobiu w ciescie] za 10 - 12 somow, miejscowa odmiane pasztecikow [ludzie ze Szczecina wiedza o co chodzi] za 5 - 10 somow. Spragniony? 0,4 l kubki z Szoro [napoj wyrabiany z tego, z czego robi sie chleb - akurat wylecialo mi z glowy... zacier?], Tan [lekko kwasne mleko krowie] lub kwasem chlebowym za 6 do 8 somow dostepne sa na malych stoiskach niemal na kazdym skrzyzowaniu. Niewiele mniej od nich popularne sa dozowniki z gaz-woda [pamietacie? Tez mielismy takie w latach 80tych], gdzie gazowana wode z syropem gruszkowym, cytrynowym lub jablkowym mozna dostac za 2 somy. Jedyny klopot polega na tym, ze o ile na stoiskach z Szoro, Tan i kwasem daja papierowe kubki, o tyle gaz-woda serwowana jest w szklankach, ledwie co oplukiwanych po kazdym uzytkowniku.
Mozna tez rzecz jasna przysiasc w kawiarni, gdzie ceny, choc bardziej europejskie, wciaz nie sa wygorowane. Przyklad: ostatnio w czasie spotkania z Zemfira [jedna z zalozycielek AIESEC KG] zamowilem sobie czajnik z herbata ze sliwkami za 30 somow, a w czasie rozmowy mielismy okazje przygladac sie wiewiorkom biegajacym po trawniku... I to w samym centrum Biszkeku, niedaleko centralnej ulicy wschod-zachod [Chuy] i palacu prezydenckiego!
Do podziwiania, oprocz natury, jest tez architektura miasta. Niestety, Biszkek jest miastem stosunkowo nowym, zbudowanym na miejscu bylego fortu pod koniec XIX wieku, wiec tak naprawde wiekszosc murowanej zabudowy jest dzielem radzieckich inzynierow. Tym niemniej i im zdarzaly sie tutaj dziela zmyslne, zwlaszcza gdy mowa o budowlach uzytecznosci publicznej - uniwersytetach czy palacu prezydenckim. Nawiazuja one do architektury Islamu. Moze uda mi sie wrzucic jakies foty, to zobaczycie sami z jakim efektem.
Nazwy ulic zostaly w Biszkeku niedawno zmienione, np prospekt Miru przeksztalcil sie w prospekt Manas, ale tak naprawde poki co oznacza to jeden wielki nieporzadek, bo niektore ulice sa znane z nowej, inne ze starej nazwy. Np. malo kto wie, gdzie znajduje sie ulica Usup Abdrahmanova, ale do ulicy Sowieckiej droge wskaze nawet dziecko.
W oczy rzuca sie masa, no po prostu masa kawiarenek internetowych, aptek i miejsc, gdzie mozna sobie zrobic mniej lub bardziej formalne zdjecie w 5 minut. Nie wiem z czego to wynika, nie wiem nawet, czy u nas nie jest podobnie, ale tutaj trudno nie zwrocic na to uwagi. W przeciwienstwie do przedstawicieli tych branz, znalezienie porzadnej ksiegarni moze okazac sie nie lada wyzwaniem. Zreszta Julia tez nie potrafi tego zrozumiec - wszak w Biszkeku jest ze 100 tys. studentow, wszyscy oni musza czasem kupic jakies ksiazki, a tu po prostu nie ma gdzie!
Co jednak duzo wazniejsze dla mnie, osoby w Biszkeku badz co badz przebywajacej chwilowo, to to, ze udalo mi sie zlokalizowac bardzo, bardzo fajny antykwariat, gdzie za naprawde skromne pieniadze mozna dostac cale kolekcje, np. wszystkie dziela Tolstoja za 40 zl, wszystkie dziela Stendhala za podobna kwote, Bulhakow, Dostojewski, ba! Znalazlem nawet sienkiewiczowski Potop, ksiazki Parandowskiego i Orzeszkowej po rosyjsku! Ale i to nie koniec - do nabycia jest troche angielskich i niemieckich wydawnictw, m.in. fantastyczna kobyla o rzadach Margaret Thatcher. Z nienawiscia pomyslalem o ograniczeniach wagowych bagazu w samolotach, ktore juz w te strone uszczuplily moj budzet o prawie 150 zl.
Bylem ostatnio chyba w najbardziej lansiarskim klubie nocnym w Biszkeku. Co prawda w Polsce przybytkow rozrywki tego sortu raczej nie odwiedzam, ale musze przyznac, ze akurat tutaj bawilem sie swietnie. Mysle ze niejaki wplyw na to moglo miec to, ze kolega Arseniy'a - AIESECowca ktory nas do tego klubu wyciagnal - ktory jest chyba znajomym wlasciciela, postawil nam litra... A moze to to, ze gdy ow litr sie skonczyl, okazalo sie ze setka wodki w barze kosztuje 80 somow? Dobra, ja sie zmylem [to chyba nie jest najgorsze okreslenie tego ruchu ;)] po 2, ale gdy kilka osob dzwonilo do Arseniy'a po 15 nastepnego dnia, to ojciec powiedzial, ze jeszcze nie wrocil. To sie nazywa miec ducha :) O klubie nie ma sie co rozpisywac - jest troche miejsca do tanczenia, sa stoliki, mysle ze w piatki i soboty mozna tam znalezc z 500 osob. Po obu stronach sceny podwyzszenia, na ktorych niemal caly czas ktos bounce'uje, co w przypadku dziewczat dodaje chwilom spedzonym w tym przybytku emocji :) Oraz ekran, gdzie w czasie naszych niedzielnych baletow puszczano film z klubu w Moskwie... Noooo, tam to sie dopiero dzieje.
Czestym miejscem spotkan Kirgisow jest ciagnaca sie przez wiele kilometrow aleja porosnieta trawa i drzewami, z parkami dla dzieci i laweczkami o jakze wdziecznej nazwie... Dzierzynka, czyli ulica Dzierzynskiego. Co prawda niektorzy z moich tutejszych znajomych kojarza, ze Dzierzynski byl Polakiem, na szczescie jednak o jego dokonaniach, czy w ogole o CzeKa, malo kto tutaj slyszal. Zreszta nawet NKWD jest tutaj nierozpoznanym skrotem... Bloga nieswiadomosci...
I tak konczac jednoczesnie temat znanych Polakow i tego posta, zachecam Was do promowania rodakow w swiecie. Kiedy kogos pytam, czy kojarzy jakiegos Polaka, najczesciej slysze odpowiedz przeczaca. A gdy wspomne o Chopinie, o Koperniku, twarz rozmowcy najpierw staje sie dluga, a potem rozszerza sie w usmiechu - 'Aaaa, to oni byli Polakami?'. No ludzie, a kim? Francuzem i Niemcem? ;)
Raz zaskoczyla mnie Masza, jedna z AIESECowczyn tutaj, z ktora zaczelismy sobie rozmawiac o polskich filmach. Moze nie byla to jakas dluga rozmowa, ale Maria widziala 'Sare' i 'Ogniem i mieczem' [ten drugi nawet dwa razy] i oba bardzo jej sie podobaly. Co prawda nie bylismy zgodni co do tego, co bylo glownym atutem 'Sary' [a raczej kto ;)], ale mnie osobiscie bardzo ucieszyl entuzjazm wzgledem najswiezszej ekranizacji Trylogii. Sam jestem duzym zwolennikiem tego filmu, bodaj jedynej polskiej 'superprodukcji', ktora jest znosna takze dla nie-Polakow... W zasadzie jedynej polskiej 'superprodukcji', ktora jest znosna w ogole. Co ciekawe Masza pamietala nawet nazwisko Izabelli Scorupco, mimo ze nie widziala Goldeneye, ani zadnego innego hollywoodzkiego filmu z nasza rodaczka.
No i tak sobie poopowiadalem bez ladu i skladu - osobisty post, ode mnie dla Was :)
7 Comments:
Kwas moj drogi, kwas chlebowy :) Tak to przynajmniej nazywamy na Podlasiu! Pozdro, trzymaj sie!
no paaaanie, nie rob scen :)
kwas chlebowy wymieniony jest kawalek dalej, a Szoro to zupelnie insza inszosc :)
Hmmm... Te gamburgery troche drogie by wyszly gdyby 1som=0.8zl, na szczescie 1som=0.08zl :)
Pozdrawiam :)
Wiem wiem, zauwazylem to pare sekund pozniej :) No jesli to insza inszosc to musowo musisz przywiezc troche do Polski cobym mogl zakosztowac!
Fajnie poczytać trochę o Twoim życiu w Kirgi, bo tak cały czas piszesz o wszysctkim tylko nie o tym jak Tobie tam jest...
JA czekam na wiecej :)
Pozdrawiam cieplutko :*
dziekuje pannie bz za czujnosc... juz poprawione :)
hey!
Aibek here. Not sure if Elina mentioned about me. I am from Kyrgyzstan, had been in Singapore and Taiwan on @ traineeships. I left Bishkek 3 weeks ago, now started to work in Prague. Elina wa telling you about me, but due to busy schedule in my last days, I couldn't meet you and other AIESECers before departure. Though I can't understand your posts, I hope that you are enjoying your time in Kyrgyzstan.
Cus!
Post a Comment
<< Home