Monday, September 25, 2006

Life in Bishkek #2

You speak russian very good - powiedzial mi dzis ochroniarz w calodobowym supermarkecie Narodnyj. Dobrze, ze komentarz ten zostal wygloszony po angielsku, gdyz gdyby zostal po temu uzyty jezyk Tolstoja, to moj 'very good' rosyjski moglby nie wystarczyc. Zastanawia Was pewnie zatem, skad to mylne wrazenie?

Pytalem gdzie moge znalezc kirgizkie piwo.

A ja wcale czesto nie trenuje tej frazy, naprawde! To wrodzone musi byc...

Tym milym akcentem chcialem zaczac szybkiego posta o tym, co sie u mnie ostatnio dzialo. A dzialo sie sporo.

Dla wszystkich obrazonych, ze nie pisalem przez dlugi czas - naprawde bylem bardzo zajety. Dostalem grant do Komisji Europejskiej do napisania i mocno mnie to absorbowalo. Deadline byl w piatek i kiedy juz, juz w zasadzie zbieralismy sie do Almaty [miasto w Kazachstanie, gdzie Komisja ma przedstawicielstwo], to okazalo sie, ze w wyniku pewnych nieporozumien nie bedzie mozna go zlozyc. Coz, kilkadziesiat stron pa Inglese i mind mapa, ktora sobie przygotowalem przed pisaniem [niezbyt czytelna nawet po wydrukowaniu w formacie 5x1 A4], poszly do kosza.

Nawet bardzo mnie to nie zdolowalo, w przeciwienstwie do fryzjera, ktory juz nastepnego dnia przekonal mnie, ze strzyc to ja sie powinienem tylko w Polsce. Kiedy Ben mnie zobaczyl, stwierdzil, ze teraz to mam prawdziwie slowianska fryzure. Tez sie usmialem. Tym samym nawet jesli wczesniej moglo przyjsc mi do glowy, zeby zaczac smalic cholewki do tutejszych smaglych dziewczyn, to teraz juz takich niecnych mysli wole nie miec.

No ale ja tu o nowosciach, a przeca od ostatniego posta tyle minelo...

Coz, mialem szczescie uczestniczyc w dwoch znaczacych wydarzeniach kulturalnych, ktore z pewnoscia odcisna glebokie pietno na mojej psychice.

Pierwszym z nich byly wybory Miss Tourism. Mama Eliny jest wlascicielka agencji modelek [czy czegos w tym stylu], co pozwolilo Elinie, jej niedawno przybylemu niemieckiemu chlopakowi Rene i mi obejrzec show z jednego z pierwszych rzedow Teatru Narodowego w Biszkeku. Dla mnie bylo przezycie o tyle ciekawe, ze nigdy wczesniej nie widzialem czegos takiego na zywo. Wydarzenie bardzo sympatyczne, choreografia ciekawie zaaranzowana i wykonana, choc czesc dziewczyn byla mocno przestraszonych. Mi osobiscie najbardziej podobaly sie stroje, i to bynajmniej nie kapielowe, ale narodowe i nawiazujace do nich szaty kirgizkie oraz niektore inne kolekcje.

Co do samych dziewczyn, to oczywiscie byly bardzo ladne i w ogole... Ale jakos nie moglem pozbyc sie wrazenia, ktore towarzyszy mi ilekroc ogladam jakies wybory miss / pokazy mody - ze czesc dziewczyn siedzacych na widowni jest zdecydowanie atrakcyjniejszych niz tych na wybiegu. Moze nie sa tak wysokie i szczuple, ale za to wygladaja jak kobiety, a nie wieszaki. Powiedzialem.

Drugie wydarzenie... Coz, spie sobie spokojnie w piatek po poludniu [po nocy pelnej beznadziejnej walki o granta ;)], az tu budzi mnie telefon i Irina informuje mnie, ze za 2 godziny zacznie sie super koncert w Filharmonii. Po kilku dluzszych chwilach podejmuje decyzje o podniesieniu ciala i, majac przed oczami jakiegos rosyjskiego wirtuoza wycinajacego koncert Rachmaninowa albo ogromny chor rosyjski spiewajacy Tance Polowieckie Borodina, doprowadzam sie do stanu, nomen omen, polowicznej uzywalnosci, po czym wyruszam niespiesznie w niedaleka droge. Przed filharmonia tlum ludzi, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, ze zaraz bede swiadkiem jakiejs muzycznej uczty, ktorej nigdy nie zapomne. Koncert okazuje sie byc darmowy, co wzbudza moj lekki niepokoj, ale widok duzej ilosci milicji i wojska przed budynkiem dziala kojaco - skoro maja tyle ochrony, to pewnie cos naprawde ciekawego bedzie sie dzialo. W filharmonii tlum ludzi, z ledwoscia znajduje miejsce na balkonie. Gasna swiatla i zaczyna sie...

...ceremonia pozegnania rosyjskiego ambasadora. Smiechowa sprawa, przasna impreza w najlepszym radziecko - jarmarcznym stylu. Przemowienie samego ambasadora, ktore nawet mimo mojego 'plochego' rosyjskiego gotuje pare razy krew we mnie [zwlaszcza przy fragmentach w stylu 'wielka Rosja to wielki Kirgistan' i 'wieczna przyjazn miedzy naszymi bratnimi narodami']. Odczytanie rozkazow Putina o odznaczeniu zasluzonych agentow rosyjskiego wyw... tzn ludzi ktorzy przyczynili sie do wspolpracy miedzy Kirgistanem i Rosja. Odznaczona kobieta przez lzy wylicza kto z jej rodziny na ktorym froncie walczyl przez ostatnie 3 pokolenia. Chwile pozniej weterani wojny ojczyznianej dostaja po orderze od ambasadora, po czym cala gromadka wali sete na scenie. W miedzyczasie studenci wystawiaja inscenizacje w stylu niegdysiejszych akademii. Do tego dodac nalezy wystepy artystow w klimacie biesiadnej Maryli Rodowicz, na tle ktorych wyroznic nalezy grupe dziecieca tanczaca do piosenki Michaela Jacksona [Mike bylby dumny. Szkoda tylko ze nie byli chlopcami.] oraz grupe dziewczeca inscenizujaca Noc Kupaly.

Musze przyznac, ze nie bylem swiadomy jak bardzo rusofobiczne nastawienie mam. Kiedy ze sceny padaly kolejne peany na czesc Putina, przyjazni i wielkiej Rosji, ktora pomaga wszystkim naokolo, byly takie momenty, ze chcialem wstac i wyjsc. Zreszta powyzszy zgryzliwy komentarz jest takze tego objawem. Tym niemniej te dwie godziny byly ciekawym doswiadczeniem, ktore kazdy raz w zyciu powinien przezyc. Albo o nim przeczytac.

Coz, poza tym na pare godzin wyrwalismy sie w gory, w doborowym miedzynarodowym towarzystwie - Elina, Rene, Ben i ja. 4 osoby, 4 nacje, 4 rozne jezyki ojczyste... Fajna sprawa =) Komunikowalismy sie glownie po angielsku, troszke po niemiecku [Ben pracowal ostatnie 2 lata w Niemchech, ja tez sie kiedys uczylem], trochesmy zjedli, troche ponabijali z siebie... Wyobrazcie sobie na przyklad taka scenke - idziemy polna droga gesiego: Rene prowadzi, za nim Elina, pare krokow za nimi ja, a za mna Ben. Przed nami brama. Rene podchodzi i zaczyna sie z nia mocowac, a ja niewiele myslac obchodze ja naokolo [nie bylo zadnego plotu. Ot, brama]. A z tylu zlosliwy komentarz 'No tak, Niemiec brama, a Polak naokolo']. Mala rzecz a cieszy :)

Zreszta Ben to w ogole bystry facet obdarzony przyjemnym [czyli dla wiekszosci nieprzyjemnym] poczuciem humoru. Inna scenka - rozmawiamy we dwoch o Ukrainie. Mowie mu, ze dla Polski Ukraina w strukturach Zachodu to priorytet, bo istnieje w Polakach przekonanie, ze tak dlugo jak Rosja nie ma Ukrainy, tak dlugo nie jest powaznym zagrozeniem dla Polski. Ben pyta, co w takim razie zrobimy, jesli Ukraina sie rozpadnie na czesc zachodnia i wschodnia. Po chwili zastanowienia odpowiadam, ze to i tak niezle, bo w razie wojny bedziemy mogli bronic Polski na ukrainskim terytorium. A wiadomo przeciez, ze lepiej jest bronic swojego panstwa na terenie innych krajow.

'Jestem Brytyjczykiem. Robimy tak od lat'.

Rozumiecie? :)

Odkad zyjemy pod jednym dachem mam okazje zamienic z nim pare zdan codziennie i jest to nieodmiennie ciekawe doswiadczenie.

Ano wlasnie, odkad zyjemy pod jednym dachem... Nieco ponad tydzien temu okazalo sie, ze musze opuscic mieszkanie Julii na 2 tygodnie, ze wgledu na przyjazd rodziny. Wlasciwie to najazd - tutaj nawet nie trzeba sie zapowiadac, kiedy chce sie przyjechac w gosci, nawet jesli najezdzcy sa w sile 5 ludzi. Tak wiec przez dzien mieszkalem u Eliny, a potem wprowadzilem sie do Bena. Wkrotce powinienem przeniesc sie do jakiegos nowego mieszkania, jeszcze nie wiadomo, czy ze studentami, czy z jakas rodzina. Pewnie dowiem sie po powrocie z poludnia.

A bede wracal z poludnia, bo wreszcie postanowilem sobie zrobic wolne! W srode rano wyjezdzam zwiedzic regiony Osz i Jalalabad, o ktorych mowi sie, ze sa o wiele ciekawsze dla odwiedzajacych z Zachodu niz - dosyc sowiecki jednak - Biszkek. Coz to znaczy i co tym razem uda mi sie zjesc - zobaczymy. Wciaz nie probowalem ucha, jezyka i mozgu, a ponoc nie sa to wcale dania rzadkie.

Jest cos o czyms jeszcze nie wspomnialem... Otoz 17.IX mialem urodziny. Przez dlugie lata nie obchodzilem tego swieta, nawet 18tki nie wyprawilem, ale odkad wstapilem do AIESEC wszystko sie zmienilo ;) Rok temu beeba na Adapciaku, z dosyc niestandardowym tortem i masa ludzi spiewajacych 'Sto lat'... W tym roku gromadka Kirgizow wykonujacych 'Sto lat' i 'Gwiazdke pomyslnosci' z pociesznym rosyjskim akcentem, baloniki, spiczasta czapeczka, w ktorej pomykalem po miescie... I prezenty - od ludkow koszulka z napisem 'Unfortunately, AIESEC in Kyrgyzstan wasn't able to redeem me from Poland' [Ben wciaz zachodzi w glowe co to moze znaczyc ;)], od Asel oprawiony kawalek skory konskiej z wyryta postacia jezdzca na koniu, od Nellyi smiszny breloczek na klucze, troche w stylu matrioszki. Drobiazgi, ale i tak super milo.

Cala imprezka byla niespodziankowa, ale oczywiscie z tych spodziewanych. Coz, zanim dowiedzialem sie o 'bardzo waznym spotkaniu w niedziele o 12 w biurze' mialem nieco inne plany... Mialem zamiar oczywiscie jakos celebrowac ta okazje, wiec dzien wczesniej zaprosilem Nellye na wieczor do kina i na herbate. Tak tylko, pogadac, nie mialem zamiaru sie zwierzac, ze metryczka mi pecznieje. Ten plan w koncu rowniez zrealizowalismy, obejrzelismy Koczownika, o ktorym juz pisalem, pogadalismy ciut ciut... Przyjemny dzien. Bardzo, bardzo.

Jak jestem przy Koczowniku, to jeszcze jeden argument, by zachecic Was do obejrzenia. Czytaliscie byc moze kiedys o czyms takim jak ciagniecie konmi? W filmie zostalo to dosyc dobrze przedstawione. Bez strachu, scena nie jest przesadnie brutalna - jezeli wytrzymaliscie widok Azji nabijanego na pal w Panu Wolodyjowskim, to to tez bez problemu przelkniecie. Ja np nie wiedzialem, ze ciagniecie konmi konczylo sie oderwaniem od korpusu wszystkich czlonkow i pozostawieniem zywego tulowia i glowy, zeby sie wykrwawilo...

Jeszcze tak na zakonczenie 10 najciekawszych jak dotad spostrzezen jakie poczynilem w Kirgistanie.

1. Nie wszedzie istnieje McDonalds. Ani KFC.
2. Zapomnij o wszystkim, co slyszales nt. Firefoxa i Opery. Nie istnieje cos takiego jak 'szybka przegladarka'.
3. Sa miejsca na swiecie, gdzie 'nieskanalizowany budynek w centrum miasta' nie jest oksymoronem.
4. Sprawne swiatla nie sa konieczne do szybkiej jazdy noca po miescie.
5. Prawo jazdy tez nie.
6. Dziwny to kraj, gdzie policjant machajacy lizakiem powoduje u kierowcow wdepniecie gazu.
7. 'Pokaz mamusi gdzie jest oczko... uszko... jezyk... A teraz wez widelczyk i smacznego'
8. Z tym widelcem zartowalem. Tu sie je rekami.
9. Jest tylko jedna dzielnica czerwonych latarni w Amsterdamie. Jest tylko jedna ulica z latarniami w Kirgistanie.
10. Miejsce na to, co Ciebie najbardziej zaskoczylo w czasie lektury bloga. Czekam na propozycje!

Uwaga, powyzsza lista powstala w napadzie dobregu humoru, jest ostro przerysowana, oparta na stereotypach, chamska i zlosliwa. Na poziomie zachodnich Polish jokes, ktore tak wkurzaja naszych rodakow [choc ja tam kilka perelek lubie]. Przyznaje. Mimo wszystko uwazam, ze jest calkiem zabawna ;)

Do przeczytania!

0 Comments:

Post a Comment

<< Home