Monday, October 09, 2006

Reception Week #2 - Trip to Osh

Heyho!

Wlasnie skonczylem planowac w Mind Managerze posta dotyczacego mojego urlopu na poludniu Kirgi i... troche sie przestraszylem. Otoz wyszlo mi, ze powinienem opisac mniej wiecej 60 roznych mniej lub bardziej istotnych zdarzen. Ile to zajmie - nie wiem, za to mozecie odetchnac - wrzuce kilka postow zamiast jednego ogromnego. Mam nadzieje, ze jestescie tak napaleni na kolejne czesci, ze bedziecie na bloga zagladali o wiele czesciej, tym samym lechtajac moja proznosc przez podwyzszanie liczby na liczniku odwiedzin, ktory umiescilem tutaj w zeszly czwartek :)

Zacznijmy moze standardowo, od poczatku. Calkiem niedlugo bede sie niestety zabieral z Kirgistanu, wiec tak naprawde zeszly tydzien byl ostatnim momentem, kiedy moglem wyjechac na kilkudniowy urlop - za chwile zaczyna sie rekrutacja, potem trzeba bedzie wprowadzic nowych czlonkow w arkana AIESECowych dzialan, a naszych 2-miesiecznych 'weteranow' w ich nowa role liderow. Kierunek mogl byc tylko jeden - poludnie Kirgistanu, o ktorym mowi sie, ze jest o wiele bardziej interesujace dla przybyszow z innych krajow niz polnoc, gdyz wplywy sowieckie sa tam o wiele mniej wyczuwalne. No a jesli poludnie, to oczywiscie Osz, drugie co do wielkosci miasto Kirgistanu, ktore szczyci sie trzema tysiacami lat historii [sic!].

Caly wyjazd stal pod znakiem ogromnej goscinnosci i otwartosci Kirgizow, ktora teraz ujawnila sie w pelni. Zarowno Ainura, jak i Bakyt [przyjaciel Asel] zaopatrzyli mnie w kontakty do swoich znajomych w Osz, dzieki czemu mialem pewnosc, ze nie bede zdany tylko na siebie.

Z Biszkeku do Osz mozna dotrzec na kilka sposobow. Najdrozszy, lecz najbardziej komfortowy, to rzecz jasna samolot. Leci toto moze z godzine, kosztuje okolo 2000 somow, komfort, bezpieczenstwo i widoki gwarantowane. Innymi slowy - nudy. Drugi sposob, dla hardkorowcow, to marszrutka - kilkanascie godzin w tloku, w zasadzie nie wiadomo nawet, czy znajdzie sie miejsce siedzace. I trzeci, taksowka. Osoby z Warszawy, a pewnie takze z innych miast Polski, pewnie wlasnie nieco sie wzdrygnely - ile moze kosztowac taksa jadaca przez pol kraju? I tutaj przyjemne zaskoczenie, bo za transport tym sposobem placi sie mniej wiecej 800 - 1000 somow. Tak niska cena jest mozliwa dzieki niewysokim kosztom - litr paliwa w tym kraju kosztuje miedzy 20 a 25 somami, choc trzeba tez wziac pod uwage, ze dostepne rodzaje benzyny maja 76 do 93 oktanow.

Kiedy przyjechalismy z Ainura na plac wypelniony taksowkami, momentalnie zaczeli do nas podchodzic mezczyzni w srednim wieku, krzykliwie oferujac transport do Talas, Naryn, Issyk-Kul, Jalal-Abad... Przecisnelismy sie do czesci placu, z ktorej odjezdzaja samochody do Osz i dopiero tu zaczelo sie robic ciekawie. W 3 minuty stanelo przed nami 8-10 mezczyzn natarczywie oferujac przejazd wlasnie ich maszyna. Prawde mowiac nawet Ainura troche sie speszyla i cofnelismy sie kilka krokow pod naciskiem rosnacego tlumu. Kiedy Ainura podjela negocjacje cenowe, naliczylem 18 taksowkarzy. Nie wiedziec czemu zaczalem sie zastanawiac, ilu zdazylbym dac rade, zanim by mnie ograbili. Ta Polska to jednak skrzywia ludzi.

Wkrotce rozmowy sie zakonczyly i stanelo na tym, ze pojade za 1000 somow. Z tonu glosu Ainury wyczulem, ze mozna bylo taniej, tym niemniej widocznie wolala, zebym dojechal bezpiecznie. W srodku juz czekaly 4 osoby - dwie kobiety i dziecko z tylu oraz facet z przodu. Wsiadlem i ruszylismy zdobywac gory =)

Jak byc moze pamietacie z posta o pierwszym Reception Weekendzie, droga do Osz ma kilkusetkilometrowy wspolny odcinek z droga do Talas, wiec widoki byly znajome. Tym razem udalo mi sie cyknac pare fotek, w tym uchwycic pewne ciekawe zjawisko. Otoz Kirgizi czasem ukladaja na zboczach gor kamienie w jakis ksztalt, po czym maluja je na bialo. Do niedawna wiekszosc tych 'dziel' byla mniej wiecej na poziomie tekstow wycinanych na drzewach w Polsce, ale niektore firmy podchwycily pomysl i uzywaja tej metody, by promowac sie wsrod klientow. Wyglada to nad wyraz ciekawie - odsylam do fotek, ktore niedlugo wrzuce.

Nie wiem dlaczego, ale tym razem wyjatkowo czesto napotykalismy stada a to owiec, a to znow krow pedzonych po drodze. Niezle wrazenie, jechac w samochodzie otoczonym zwierzetami :) Potem znow powolne wspinanie sie pod gore [faktycznie wjezdza sie na 3500 metrow! A ja nie chcialem wierzyc...] i tunel... Szeroki na dwa pasy, wysoki na 5 metrow, dlugi na co najmniej pol kilometra i, mimo mlodego wieku, z kilkunastoma ofiarami na liczniku. Coz, przynajmniej swiatelko na jego koncu nie oznaczalo jadacego pociagu.

Kirgistan jest powaznym eksporterem energii elektrycznej, w znacznej mierze produkowanej w czysty sposob, poprzez hydroelektrownie. No tak - gorzysty kraj w koncu. Ciekawa sprawa - kombinatow jest tutaj co najmniej 5, wszystkie oczywiscie operuja na zasadzie 'zapora spietrzajaca wode - sztuczne jezioro'. I czas na quiz: czy ten kraj, w ktorym trzesienia ziemi, choc dosyc rzadkie, potrafia dochodzic do 9 stopni w skali Richtera, zabezpiecza sie jakos specjalnie na wypadek powodzi?

Nie, bo i tak zalaloby glownie Uzbekistan. 'Dlatego sie nas boja' powiedzial mi jeden z moich rozmowcow.
Klawa sprawa miec serdecznego sasiada, nie?

Wspominam o energii elektrycznej i elektrowniach, bo akurat mielismy okazje przejezdzac kolo jednej z nich i tak naprawde dopiero wowczas zdalem sobie sprawe, jak karkolomnym zadaniem jest transportowanie elektrycznosci w tym kraju. Sieci elektryfikacyjne, budowane w gorach, na polkach skalnych, pod szczytami, na graniach... Przyjrzalem sie im dokladniej juz wkrotce, bo niestety musielismy zrobic sobie 2 godzinna przerwe spowodowana osunieciem sie glazow na droge. Pewnie jakbym lubowal sie w gdybaniu, to bym sobie zwizualizowal, co by sie stalo, gdybysmy jechali ta droga dokladnie 3 godziny 47 minut i 13 sekund wczesniej [dajmy na to]. Na szczescie jednak bozia obdarzyla mnie zmyslem praktycznym i wykorzystalem ten czas na cykanie fotek akcji udrazniajacej, tudziez niespieszna wymiane zdan po rosyjsku z innymi pasazerami.

I podczas tej konwersacji powiadomiono mnie, ze dzis do Osz nie dojedziemy i bede nocowal u taksowkarza.

Przywyklem juz nieco do goscinnosci ludzi tutaj, mimo to troche sie speszylem, zwlaszcza, ze akurat z kierowca to zdazylem zamienic moze z jedno 'zdrastwujtie' i w zasadzie tyle. Tym niemniej nie oponowalem i, po tym jak odstawilismy innych klientow, udalismy sie jego czarnym volkswagenem do domu.

Na miejscu zabralismy sie do tradycyjnej kirgizkiej kolacji, czyli usiedlismy z Sasza [bo tak sie moj gospodarz nazywal] i jego ojcem po turecku wokol nakrycia i, saczac herbate oraz maczajac lepioszke w miodzie, dzemie i innych nieznanych mi smarowidlach, zaczelismy konwersowac o rodzinie i obyczajach. Nie powiem, senior zaskoczyl mnie waga poruszanych tematow, bowiem, gdy tylko sie zblizylem, zaczal narzekac na niesprawiedliwosc swiata postsowieckiego i wspominac jak to za czasow sierpa i mlota bylo. Dopiero po wysluchaniu niekrotkiego przemowienia [w czasie ktorego moglem zapoznac sie m.in. z danymi statystycznymi dotyczacymi traktorow dostarczanych do Bishkeku i Osh - marne 200 na cala Kirgizje, z czego polowa na polnocy kraju] mialem okazje sie przedstawic. Gdy wspomnialem o Polsce, dziadek wyraznie sie ozywil i zaczal wspominac, jak to za czasow Sojuzu sluzyl bodaj na Bialorusi. W sumie nie dziwota, ze AIESEC w ZSRR nie istnial, bo i po co - szlo sie do armii na dwa lata i jechalo np. nad Baltyk, co dla mieszkancow Centralnej Azji musialo byc przezyciem nielada... Zwlaszcza jak sie doda szereg mozliwosci odkrycia wlasnego potencjalu w dziedzinach takich jak picie na czas czy pompki na suficie. Choc to juz taka tam moja refleksja, bo po minie dziadka i zlotym usmiechu mozna bylo poznac, ze wspomina ten okres bardzo sympatycznie.

Sasza jest 4., najmlodszym synem staruszka i zarazem ostatnim, ktory nie zbudowal sobie jeszcze wlasnego domu. Ale spoko, spoko, plany juz sa, nastepna wiosna zastanie go przy fundamentach, zas przed chlodami jesieni cala rodzina (zona, dwoje dzieci i 3. w drodze) bedzie kryla sie juz we wlasnych 4 scianach. Kurcze, tutaj mezczyzni sa wciaz mezczyznami - zbudowac dom, splodzic syna... O sadzenie drzewa tylko nie spytalem.

No tak, trzecie dziecko moze i w drodze, termin przelom pazdziernika i listopada, co nie znaczylo wcale, ze ktorykolwiek ze 100% mezczyzn choc palcem kiwnal by pomoc zonie Saszy w przygotowaniu kolacji i poslan. Zrobilo mi sie glupio, bo jednak w naszej kulturze kobieta w blogoslawionym stanie - rzecz swieta, i chcialem pomoc, co spotkalo sie z lagodna, choc zdecydowana odmowa z jej strony. W imie glebszego poznania kultury miejscowych ludzi postanowilem wrocic do 'niekiwania palcem', co okazalo sie zadaniem niezbyt wymagajacym.

Po kolacji udalismy sie na spoczynek... Nie wspomnialem o tym w poscie z pierwszego Reception Weekendu, ale ludzie na wsi oprocz tego, ze nie uzywaja stolow i krzesel, nie korzystaja tez z lozek. Uklada sie tylko ze dwa grube i waskie koce przypominajace spiwory, jeszcze ze dwa takie do przykrycia i mozna naprawde komfortowo spedzic noc. Kurcze, naprawde niezwykle mnie pociagaja te pozostalosci praktycznego podejscia do sprzetow wywodzace sie z czasow, gdy Kirgizi byli nomadami. Koniec koncow, nie bylo to znowu tak dawno - carskie podboje w tym rejonie datuje sie na druga polowe XIX wieku...

Rano cyknelismy sobie troche fotek [mozliwosc natychmiastowego wyswietlenia ich na LCD aparatu bardzo sie spodobala seniorowi rodu, podobnie jak dzieciakom] i ruszylismy w dalsza droge do Osz. Pierwszy raz w zyciu mialem okazje jechac posrod pol bawelny i kosmicznie wprost chcialem poprosic Sasze by sie zatrzymal, zebym mogl choc dotknac i przekonac sie, jaka jest w dotyku. Tym niemniej powstrzymalem sie, argumentujac w duchu, ze bede mial jeszcze niejedna okazje w czasie wyjazdu. I mialem. I, cholera, nie skorzystalem, wciaz odkladajac to na pozniej. Ech...

Po drodze Sasza pokazal mi przez okno targowisko miejske, wypowiadajac sie bardzo pochlebnie na jego temat. Nie zwrocilem na to specjalnej uwagi i dopiero nazajutrz zrozumialem, ze bazar, ktory wowczas mijalismy, to slynny na cala Ferghana Valley Kara-Suu.

Ale o tym, co w Osz i Kara-Suu w kolejnych postach.

PS. 9 z 60 obszarow obsluzonych ;)

0 Comments:

Post a Comment

<< Home