Monday, October 30, 2006

Reception Week #4 - Osh 2

Nie ma to jak obudzic sie w czasie urlopu z radosnym poczuciem, ze trzeba gdzies leciec, jakas spotkanie poprowadzic czy cos... Cale szczescie, ze prezentacja miala byc dla grupki studentow, wolontariuszy Biura Karier, wiec wrzucilem T-shirt, golenia nie uznalem za konieczne i ruszylem w kierunku Uniwersytetu Uzbecko - Kirgizkiego, 3. co do wielkosci placowki edukacyjnej w Kirgistanie, alma mater 20 000 studentow.

Jakiez bylo moje zdziwienie, gdy na miejscu zostalem przedstawiony szefowi biura wspolpracy z zagranica, Muzzafarowi, a zaraz potem poinformowano mnie, ze za 15 minut mam spotkanie z rektorem. Wchodzimy, siadamy, rozmawiamy, a jakis gosc cale spotkanie filmuje, wszystko oficjalnie i kurtuazyjnie... W sumie wyszlo calkiem spoko, rektor bardzo by chcial, zeby AIESEC otworzyl biuro w Osz, bylby nawet otwarty na zatrudnienie praktykanta MT, ktory by sie tym zajal. Przez chwile wydalo mi sie to wcale dobrym pomyslem - miasto liczy 300 tys. mieszkancow, jest kilka uniwerkow, a sam Uzbecko - Kirgizki jest, jak juz wspomnialem, calkiem spory. Niestety, kiedy wieczorem probowalem wyciagnac od moich 'filmowych' kolegow nazwy kilku wiekszych firm obecnych w Osz, rozmowa wygladala mniej wiecej tak:

"No, jest np. XXX"
"Co Ty, upadli w 3 lata temu".

I po kilku probach poddali sie.

Spotkanie z rektorem to byl jednak dopiero poczatek niespodzianek. Kiedy wszedlem do sali, gdzie oczekiwalem 5 - 8 osob, moim oczom ukazala sie grupa nieco ponad 50 studentow. Dla pewnosci zapytalem, czy na pewno wszyscy wiedza, ze bede prezentowal jak dzialaja biura karier w Polsce. Po otrzymaniu odpowiedzi twierdzacej chcialem zapytac, czy nie maja czegos lepszego do roboty, ale pomysl zarzucilem i przeszedlem do zgrywania specjalisty. Wyszlo mi widocznie wcale niezle, bo jedno z pierwszych pytan od publiki dotyczylo ilosci panstw, ktore juz odwiedzilem z ta prezentacja i od jak dawna zajmuje sie edukowaniem na ten temat. Moja zgodna z prawda odpowiedz, ze prezentacje daje 2. raz i Kirgistan jest pierwszym krajem nawiedzonym przez moje nowe alter ego doradcy ds. biur karier wzbudzila lekka konsternacje, choc wydaje mi sie, ze wszyscy i tak byli zadowoleni.

Po powrocie do biura przedstawiono mi pracowniczke biura karier, ktora, gdy chcialem podac jej reke, odskoczyla jak oparzona.

W moich myslach boki fryzjera wlasnie konczyly sie przypiekac, a ja bralem do reki obcegi, gdy wytlumaczono mi, ze jako muzulmance, nie wolno jej wchodzic w jakiekolwiek kontakty fizyczne z obcymi mezczyznami. Fryzjer - niczym Kmicic - zdolal sie wywinac.

Dowiedzialem sie wkrotce, ze jeszcze dzis spodziewaja sie wizyty kogos z fundacji USAID, bardzo aktywnej w regionie Centralnej Azji, dostarczajacej fundusze dla wielu organizacji. Pomyslalem sobie - urlop jak urlop, ale nie ma co szansy przepuszczac. Czekalem, czekalem... no i sie doczekalem. Juz kiedy sie sobie przedstawialismy Valery zrobil na mnie silne wrazenie. Mocno pijanego, niestety. Z zadumy nad tym, czy to co czuje w jego oddechu to przypadkiem nie wodka Gradusss, wyrwal mnie pytaniem czy pracuje dla Open Society Institute, USAID czy amerykanskiego rzadu. Westchnalem w myslach, bo powiedzialem mu juz wczesniej, ze jestem z AIESEC, ale gdy zaczalem mu klarowac ponownie o naszej organizacji, przerwal mi, przyciagnal mnie do siebie [Gradusss jak nic] i dosc obcesowo wyklarowal, ze ludzie tutaj sa z roznych organizacji, ale tak naprawde kazdy jest z OSI, USAID lub pracuje dla Stanow. Eeech... Tyle jesli chodzi o networking.

Potem jeszcze spotkanie we wlasciwym gronie wolontariuszy Biura Karier, nieduzym, ale bardzo sympatycznym i juz bylem wolny. 4 po poludniu. Urlop, jak widac, mijal mi szybko.

Nie tracac czasu postanowilem poszwedac sie troche po miescie i cyknac pare fotek. Tak, Osz jest zdecydowanie bardziej muzulmanski - wiele kobiet ma zakryte glowy, niektore nosza kompletne czadory, w miescie jest tez kilka meczetow. Niestety, nie sa moze imponujace, ani jakos specjalnie urzadzone, ale i tak jest to postep w stosunku do Biszkeku.

W czasie mojego radosnego spaceru napotkalem nie mniej radosna grupe oprawiajaca owce przed blokiem. Ot, wisiala taka zawieszona za tylne nogi, juz bez glowy, broczaca krwia, a oni obdzierali ja ze skory. U nas to przed blokiem co najwyzej dzieci bawiace sie na trzepaku mozna zobaczyc. Nie ma to jak lokalny koloryt.

Udalo mi sie dotrzec na bazar, niestety, pora byla juz mocno popoludniowa, wiec wiekszosc stoisk byla zamknieta... Nie pozostalo mi wiec nic innego jak spotkac moich znajomych celebrities. Trzasnelismy sobie po piwie, a potem zaproponowali mi, ze moga pokazac mi gdzie jest najlepszy lokalny klub. Dlaczegoby nie, pomyslalem, w koncu jest piatek wieczor.

Koreana, bo tak sie ow przybytek nazywal, nie byla tak siermiezna jak sie spodziewalem. W sumie nawet fajne miejsce... Niestety, Rahmadan to Rahmadan i wszystkiego razem bylo tam moze 30 osob. Poniewaz poczatkowo bylem sam, siadlem przy barze i zaczalem rozmawiac z barmanem przy piwie. Barmani to taki sort ludzi, ktorzy sa z zawodu o wiele bardziej poblazliwi dla ludzkich pomylek jezykowych i potrafia wylapac sens nawet z bulgotania. Nie wiem czy bylo to czynnikiem decydujacym, ale gadalismy po rosyjsku dobra godzine, moze nie o filozofii ani systemie politycznym, ale i tak przyjemnie sie gawedzilo. Troche zmartwilo mnie tylko to, ze dosyc szybko barman zaczal mnie wypytywac czy wiem, gdzie w Osz sa prostytutki, a gdy odparlem ze nie, dosc dokladnie mnie pointruowal. Czy ja wygladam na az tak wyglodzonego?

0 Comments:

Post a Comment

<< Home