Reception Week #5 - Osh 3
Byly takie czasy, kiedy wydawalem pieniadze na rzeczy tak absurdalne jak karty do gry Magic: The Gathering. Wady kupowania kartonikow za kilkanascie / kilkadziesat zlotych sa oczywiste, wsrod zalet mozna wymienic estetyke ich wykonania. Oprocz trafiajacych do wyobrazni obrazkow na kazdej z nich widniala inskrypcja pochodzaca ze swiata gry. Szczegolnie do gustu przypadla mi jedna: "It is no coincidence that every civilization developed the art of distilation". Coz, moj pobyt w Kirgistanie rzucil wyzwanie temu pogladowi, gdyz dopoki do tej krainy nie przybyli Rosjanie, w zasadzie jedyne czym sie tutaj odurzano, to kymyz. Kymyz, czyli lekko alkoholowy trunek z mleka klaczy, nie pozwala na porzadne zerowanie sie, i przez dluzszy czas zachodzilem w glowe, dlaczego Kirgizi nie grzali tak jak ludzie Zachodu.
Gdy po wieczorze w Koreanie szukalem toalety po raz bodaj 6, przez chwile odpowiedz wydala mi sie, ze tak powiem, na wyciagniecie reki.
Nie pisalem o tym wczesniej, bo temat jakos nie pasowal mi do zadnego posta, ale skoro juz zaczalem zaglebiac sie w takie szczegoly, to musicie wiedziec, ze wizyta w toalecie moze byc dla Europejczyka malym szokiem kulturowym. Otoz, mili Panstwo, wiekszosc toalet tutaj... nie ma sedesu. Czyli generalnie masz dziure w ziemi, kucasz i starasz sie oddac precyzyjny zrzut. W czasie kilku pierwszych wizyt czulem sie troche jak operator Enola Gay... No dobra, obiecuje ze nie bede sie wiecej zaglebial w tak przyziemnie ludzkie tematy.
'Zaglebial'... hu hu hu...
Skoro juz wiecie jak minal mi wieczor i poranek, dzien 2, mozemy przejsc do dalszej czesci relacji.
Dzien 3. uplynal mi glownie pod znakiem wizyty na bazarze w Osz. No... wreszcie cos, co przypomina hollywoodzkie filmy - masa ludzi, przyprawy, krzyki, negocjacje, warzywa, egzotyczne owoce, z ktorych czesci nawet nie potrafilem nazwac. Wystarczylo, ze zatrzymalismy sie przy jakims stoisku na pare sekund, a juz otaczaly nas kobiety i mezczyzni oferujac swoje wyroby, przekrzykujac sie coraz nizszymi cenami. Wystarczylo spojrzec na jakies dobro, bo sprzedawczyni podala cene... Nie zdazysz zareagowac, a ona juz daje 10% nizsza... Skrzywisz sie, bo nie zrozumiales, a ona traktuje to jako wyraz dezaprobaty i podaje kolejna, juz 20% nizsza. 'Odkuda wy? Z Polszy?' i nagle okazuje sie ze Polacy to najchetniej witany narod tutaj, a dzieki mojemu pochodzeniu moge nabyc dobro juz za 70% poczatkowej wartosci.
Niestety, nie mialem za duzo gotowizny przy sobie, a bankomat jest urzadzeniem niezwykle trudnym do znalezienia w miastach Centralnej Azji, wiec kupilem tylko kilka drobiazgow.
W pewnym momencie moja uwage przykuly malenkie woreczki z czarnymi kuleczkami, przypominajacymi pieprz. To naswaj, wyrob pochodny tytoniowi, ktory wedlug zapewnien wszystkich, z ktorymi rozmawialem, mial dawac niezle w palnik. Kupilem wiec toto, bo tanie, a w myslach juz kreowalem niecny plan odurzania znajomych w Polsce. Niestety, naswaj za mocny nie jest, a efekt jego dzialania mozna porownac do wypalenia papierosa.
Serdecznie pozdrawiam rodzicow, ktorzy pewnie teraz czuja sie jak po wypaleniu co najmniej paczki =)
No i mili Panstwo, znalazlem McDonaldsa! Moze nie jest to do konca oficjalne przedstawicielstwo... Ale za to byc moze jedno z najslawniejszych - kiedy strzelalem fotke, jeden z klientow powiedzial mi, ze wszyscy turysci robia sobie z nim zdjecie.
Mialem okazje sprobowac masy rzeczy po raz pierwszy w zyciu, od wysuszonych pestek brzoskwini i suszonych pomidorow, przez granaty, niezwykle soczyste zolte owoce, ktorych nazwy nie znam, po konine - to ostatnie bez rewelacji. Nie wiem czy to tylko moje wrazenie, ale wyglada na to, ze polowa rzeczownikow w kirgizkim to kumyz tudziez kymyz. Napoj z mleka konia - kymyz. Konina - kumyz. Instrument ludowy dety gliniany - kymyz. Instrument ludowy ustno-brzdakany - kymyz. Przy czym szczerze mowiac nie wiem, czy te drobne roznice w pisowni nie zostaly przeze mnie urojone.
Kiedy wrocilismy do centrum, mialem okazje sprobowac slawnego na caly Kirgistan oszskiego plow - miesa z ryzem i papryka. Plow mozna kupic we wszystkich panstwach Centralnej Azji, ale to wlasnie oszski plow, przyrzadzany na modle uzbecka, jest najslawniejszy w Kirgizji. Fakt... Pychota =)
Po powrocie do mieszkania Akmala mialem okazje poznac jego zone, ktora wrocila od rodziny. Ona od razu przyjela bezpieczna pozycje na tyle odlegla, bym nie przezyl ponownie szoku probujac podac jej reke. Chwile potem sie przedstawila. I samo to wystarczyloby za wszystkie przygody w czasie Reception Weeka.
Ale zanim przejdziemy do sedna sprawy, przerwa na dygresje. Niemal wszystkie slowa jakie znam po kirgizku, poznalem dzieki rozszyfrowywaniu imion. Np. Aigul to ksiezycowy kwiat. Ainura - ksiezycowy promien. Ailar - podobna ksiezycowi. Nazik - powabna, delikatna.
Na imie jej Nazgul. Czyli 'delikatny kwiatuszek'. Zebralo sie Tolkienowi na zarty, nie?
Przyjrzalem sie jej uwazniej - niewysoka, niepozorna kobietka o lagodnych rysach twarzy. O ile nie trzyma czarnego rumaka wraz z 1,5 metrowym mieczem w ktorejs z szaf, to chyba moge czuc sie bezpiecznie. Mam tez nadzieje, ze dzieki malej lekcji kirgizkiego nie myslicie, ze mamusia nie kochala mojej gospodyni i dlatego pokarala ja takim imieniem.
Wieczorem wybralismy sie do kawiarni, gdzie moglem sprobowac innych typowo oszskich potraw - samsy z koscia i samsy z zupa w srodku. Bez przesadnej rewelacji.
Ech, ludzie tutaj sa naprawde niesamowici - tak otwarci, ciepli, mili... Niesamowite dla osoby takiej jak ja, o systemie wartosci opartym na jednostce, a nie spolecznosci. Niesamowite i... zmuszajace do myslenia.
0 Comments:
Post a Comment
<< Home